Z kim do Pekinu?

XXIV Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Podział na dyscypliny.
generalissimus1
Posty: 101
Rejestracja: 29 lip 2017, 21:04

Re: Z kim do Pekinu?

Post autor: generalissimus1 » 01 mar 2018, 23:23

Bez sportu masowego nie ma wyczynowego. W biegach narciarskich liczą się przede wszystkim te kraje, gdzie biega również przysłowiowy Janusz z Grażyną.

marti
Posty: 573
Rejestracja: 27 lut 2017, 12:25

Re: Z kim do Pekinu?

Post autor: marti » 01 mar 2018, 23:29

Ostatnio Klebo powiedział, że w Norwegii ludzie się rodzą z nartami na stopach. Idealnie to ujął. U nas ciągle panuje takie komunistyczne myślenie rodem z poprzedniej epoki, że wystarczy jakąś odgórną decyzją wytypować poszczególne dyscypliny, zwiększyć ich finansowanie i wszystko ma się zgadzać w medalach.

Krolowa Sniegu
Posty: 3918
Rejestracja: 12 sty 2017, 21:04

Re: Z kim do Pekinu?

Post autor: Krolowa Sniegu » 01 mar 2018, 23:51

marti pisze:
01 mar 2018, 23:29
Ostatnio Klebo powiedział, że w Norwegii ludzie się rodzą z nartami na stopach. Idealnie to ujął. U nas ciągle panuje takie komunistyczne myślenie rodem z poprzedniej epoki, że wystarczy jakąś odgórną decyzją wytypować poszczególne dyscypliny, zwiększyć ich finansowanie i wszystko ma się zgadzać w medalach.
Rodzą się z nartami na nogach i inhalatorem w kieszeni :P
Ale oczywiście masz rację. Zresztą jak to kiedyś powiedział bodaj Bjoerndalen o Norwegii: "Biathlon czy skoki są ważne, ale jak wygrywasz w biegach narciarskich to jesteś bogiem". Biegi są do tego idealnym przykładem, bo Janusz czy Grażyna szybciej pójdą w weekend rodzinnie z dzieckiem na trasę biegową, jeśli takowa będzie niż na skocznię narciarską.

Kuburgha
Posty: 1661
Rejestracja: 24 sty 2017, 15:56

Re: Z kim do Pekinu?

Post autor: Kuburgha » 02 mar 2018, 0:33

maruda pisze:
01 mar 2018, 19:00
Co do sportu masowego, bo było już o tym wielokrotnie, ale chyba nie dla wszystkich jest to jasne.
Celem sportu wyczynowego jest (m.in.) upowszechnienie sportu masowego.
Dla mnie jako kibica wszelkie społeczne funkcje sportu wyczynowego nie są tu istotne. Brutalnie napiszę, że liczą się medale, emocje i ewentualnie piękno niektórych dyscyplin. A nie to czy miliony pójdą uprawiać sport po sukcesach Włodarczyk, Fajdka czy Stocha ;)
generalissimus1 pisze:
01 mar 2018, 23:23
Bez sportu masowego nie ma wyczynowego.
Myślę, że za daleko idąca teza. Sport masowy jest obecnie bardziej popularny niż PRL-u. Mówię o dorosłych, a nie dzieciakach, które kiedyś ganiały za piłka. Bo jest już obecnie jakaś moda i jesteśmy zamożniejsi. Odnosimy większe sukcesy niż wtedy?
generalissimus1 pisze:
01 mar 2018, 23:23
W biegach narciarskich liczą się przede wszystkim te kraje, gdzie biega również przysłowiowy Janusz z Grażyną.
Generalnie w sportach zimowych to liczą się kraje bogate. Zamożne społeczeństwa lub państwa hojnie łożące na sport (często to się łączy). Biedaków tu nie uświadczysz. Moda na sport jest w krajach bogatych. Może więc należałoby napisać, że sukcesy w biegach odnoszą bogaci? I jak słusznie zauważyła gdzieś Królowa, także ci co lepiej nainhalowani. ;)

A podsumowując. Nie neguję znaczenia sportu masowego. Ale to ilu ludzi pobiega u nas na nartach nie ma bezpośrednio żadnego przełożenia na ilość medali. Ułatwia jedynie zachęcenie ludzi do uprawiania sportu. Może sobie biegać na nartach 5 milionów (jak będzie miało gdzie), a nie będzie to oznaczać sukcesów na miarę nowej Kowalczyk jeśli nie będziemy mieć systemu szkolenia i takich tam pierdół. Jednym z najpopularniejszych sportów masowych w Polsce jest narciarstwo zjazdowe. Liczymy się dzięki temu jakoś w konkurencjach alpejskich? Wyczyn to zupełnie inna bajka i zabawa dla wąskich grupek superprofesjonalistów, którzy są lata świetlne od tego co robią sobie ludzie rekreacyjnie zajmujący się sportem.
Temat jak zainteresować ludzi uprawianiem sportu dla zdrowia mnie nie interesuje jakoś szczególnie zwłaszcza, że to temat na długie lata działań. Moda jest wśród bogatszych, natomiast nadal multum dzieciaków ma zwolnienia z wf-u. Znacznie szybciej niż upowszechnienie mody na sport można próbować zwiększać nasze żniwo medalowe efektywniej wykorzystując nasze możliwości. Zawsze gospodarz igrzysk osiąga spory progres wynikowy. Myślicie, że to dlatego, że przez 7 lat od przyznania igrzysk wzrasta tak bardzo masowość sportu? ;)

maruda
Posty: 3192
Rejestracja: 17 sie 2017, 19:56

Re: Z kim do Pekinu?

Post autor: maruda » 02 mar 2018, 0:45

Kuburgha pisze:
02 mar 2018, 0:33
generalissimus1 pisze:
01 mar 2018, 23:23
Bez sportu masowego nie ma wyczynowego.
Myślę, że za daleko idąca teza. Sport masowy jest obecnie bardziej popularny niż PRL-u. Mówię o dorosłych, a nie dzieciakach, które kiedyś ganiały za piłka. Bo jest już obecnie jakaś moda i jesteśmy zamożniejsi. Odnosimy większe sukcesy niż wtedy?
Jak już pisałem: związek między sportem masowym, a medalami olimpijskimi prosty nie jest, a już na pewno nie jest szybki.

Ale: w PRLu sport uprawiały dzieciaki, dziś w parkach widzimy licznych biegających 30-latków.
Z tych dzieciaków mogli (przy sprzyjających okolicznościach) wyrosnąć sportowcy. Ci 30-latkowie w najlepszym razie będą trochę zdrowsi, przecież na karierę sportową jest już po prostu za późno.

Inna sprawa, że zdrowie społeczeństwa jest dla mnie tysiąckroć istotniejsze niż jakieś medale :P:P

Pawło
Posty: 638
Rejestracja: 22 cze 2017, 11:04

Re: Z kim do Pekinu?

Post autor: Pawło » 02 mar 2018, 7:53

Krolowa Sniegu pisze:
01 mar 2018, 18:13
marti pisze:
01 mar 2018, 18:09
Short track? Z jakiej bani niby... Żadnych tradycji w tym sporcie nie mamy. Minister może sobie robić jakie chce listy, a przyjdzie kolejny i wszystko odwróci do góry nogami. Nawet jeśli będzie z tej samej opcji. Według mnie nawet zwiększając środki na panczeny i short track nie mamy żadnych szans na równą walkę z Holandią, Norwegią, USA, Kanadą, Rosją, a także Azjatami w tej drugiej specjalności. To samo tyczy się biegów. Bez takich gwiazd, jak Kowalczyk, to nasz poziom jest na poziomie Czech i nic więcej. Jakie to daje gwarancje na medale? Jeśli już, to na miejsca punktowane od czasu do czasu. Trasy są potrzebne, ale dla wszystkich, a nie tylko dla kilku wyczynowców, którzy raz na cztery lata zajmą miejsce w 8 na igrzyskach.
A niby dlaczego nie mamy żadnych szans w biegach skoro takie Amerykanki teraz sięgają po medale, a w 2015 roku miały ekipę na naszym poziomie? A wcale nie wkładają więcej kasy w biegi niż my.
Co Ty z tą Ameryką :)
Czyli pływanie, kosz i wodna też nasze, bo Amerykanie pokazują, że można? :) Czemu porównujesz sportowe mocarstwo do Polski?
Równie dobrze można porównywać Armenię...do Polski

Krolowa Sniegu
Posty: 3918
Rejestracja: 12 sty 2017, 21:04

Re: Z kim do Pekinu?

Post autor: Krolowa Sniegu » 02 mar 2018, 8:13

Pawło pisze:
02 mar 2018, 7:53
Krolowa Sniegu pisze:
01 mar 2018, 18:13
marti pisze:
01 mar 2018, 18:09
Short track? Z jakiej bani niby... Żadnych tradycji w tym sporcie nie mamy. Minister może sobie robić jakie chce listy, a przyjdzie kolejny i wszystko odwróci do góry nogami. Nawet jeśli będzie z tej samej opcji. Według mnie nawet zwiększając środki na panczeny i short track nie mamy żadnych szans na równą walkę z Holandią, Norwegią, USA, Kanadą, Rosją, a także Azjatami w tej drugiej specjalności. To samo tyczy się biegów. Bez takich gwiazd, jak Kowalczyk, to nasz poziom jest na poziomie Czech i nic więcej. Jakie to daje gwarancje na medale? Jeśli już, to na miejsca punktowane od czasu do czasu. Trasy są potrzebne, ale dla wszystkich, a nie tylko dla kilku wyczynowców, którzy raz na cztery lata zajmą miejsce w 8 na igrzyskach.
A niby dlaczego nie mamy żadnych szans w biegach skoro takie Amerykanki teraz sięgają po medale, a w 2015 roku miały ekipę na naszym poziomie? A wcale nie wkładają więcej kasy w biegi niż my.
Co Ty z tą Ameryką :)
Czyli pływanie, kosz i wodna też nasze, bo Amerykanie pokazują, że można? :) Czemu porównujesz sportowe mocarstwo do Polski?
Równie dobrze można porównywać Armenię...do Polski
Akurat to porównanie przywołuje i Kowalczyk i dziennikarze. Zaczynali z gorszego pułapu niż my, finanse mają podobne i im się udało. Zresztą w Korei szef ich związku pytał naszego dziennikarza jaki mamy budżet, bo są podobne. W pływanie, kosz itd. zdecydowanie więcej wkładają.

Kuburgha
Posty: 1661
Rejestracja: 24 sty 2017, 15:56

Re: Z kim do Pekinu?

Post autor: Kuburgha » 02 mar 2018, 8:46

maruda pisze:
02 mar 2018, 0:45
Jak już pisałem: związek między sportem masowym, a medalami olimpijskimi prosty nie jest, a już na pewno nie jest szybki.
No to tu się zgadzamy. Powtórzę po raz któryś, nie widzę aby ten związek musiał być wprost proporcjonalny. I bez sportu masowego mogą być medale. Głównie dlatego kolejny raz o tym piszę, bo kompletnie nie zgadzam się z głoszonym przez niektórych poglądem, że bez sportu masowego (rozumiem, że rozpowszechnionego) nie będzie wyczynu.
maruda pisze:
02 mar 2018, 0:45
Ale: w PRLu sport uprawiały dzieciaki, dziś w parkach widzimy licznych biegających 30-latków.
Z tych dzieciaków mogli (przy sprzyjających okolicznościach) wyrosnąć sportowcy.
No właśnie, w sprzyjających okolicznościach. Choćby wszyscy w kraju uprawiali rekreacyjnie sport, to bez systemu naboru, szkolenia, selekcji, potrzebnej infrastruktury dla klubów, a na koniec odpowiedniego przygotowania najlepszych itp. nic nie będzie z medali. Wspomniane gdzieś trasy biegowe dla każdego w każdym zakątku Polski na prawdę same w sobie nic nie dadzą. Za to 2-3 profesjonalne, utrzymywane w jak najlepszym stanie niekonieczne dostępne powszechnie, dla szans na zdobycie medali (także w biathlonie i kombinacji) bardziej się przydadzą.
[quote=maruda post_id=21908 time=1519947921 user_id=369

Inna sprawa, że zdrowie społeczeństwa jest dla mnie tysiąckroć istotniejsze niż jakieś medale :P:P
[/quote]
Rozumiem, że w tej sprawie udzielasz się na jakimś forum zdrowotnym ;) Napisałem, że na TYM forum interesują mnie medale. A o tym, że jest szereg ważniejszych spraw niż sport (w tym zdrowie) parę razy już wspominałem przy okazji dyskusji o środkach na sport.

Col_Frost
Posty: 535
Rejestracja: 13 sty 2017, 13:58

Re: Z kim do Pekinu?

Post autor: Col_Frost » 02 mar 2018, 8:48

marti pisze:
01 mar 2018, 23:20
Też nie jestem jakimś wielkim ekspertem w dziedzinie short- tracku, ale nie jest przypadkiem tak, że Węgrzy do roli potęgi w męskim short- tracku urośli po pojawieniu się tych dwóch braci z wyrażnie azjatyckimi korzeniami? Bez nich ten kraj owszem się liczył, zarówno wśród kobiet i mężczyzn, ale tylko na poziomie europejskim. Trafili los na loterii i bez braci Liu mogliby pomarzyć o tym złocie w sztafecie, chociaż nie wiem ile by inwestowali w ten sport. Przykład dla mnie kiepski. Bardziej można już Włochy przywołać- od lat europejski potentat w short- tracku w obydwu płciach z wyskokami medalowymi także na światowych imprezach. W ostatnich kilkunastu latach trafili dodatkowo na wielką indywidualność- Fontanę i dzięki temu sporo medali uszczknęli w tej dyscyplinie na ostatnich kilku igrzyskach, ale widać, że to jest wszystko wypracowane i nieprzypadkowe, tak, jak w przypadku Węgier.
Przykład Węgier akurat jak najbardziej trafny. Bracia Liu to nie jest zagraniczny zaciąg. To są pół-krwi Węgrzy (matka jest Węgierką, ojciec Chińczykiem), urodzeni na Węgrzech (w Budapeszcie bodajże), tam wychowani i wyszkoleni. Oni nawet wyglądem niespecjalnie Azjatów przypominają (chociaż pewne elementy azjatyckiej urody są u nich widoczne). Mógłby ktoś ewentualnie stwierdzić, że są predysponowani do tej dyscypliny genetycznie, ale ja osobiście mam wątpliwości czy Azjaci mają jakąś przewagę nad innymi. Jasne, z początku dominowali w tej specjalności Koreańczycy, potem doszedł im poważny konkurent Chińczycy, ale teraz medale Europejczyków i Amerykanów nie są niczym niezwykłym. W każdym razie obaj Liu to efekt szkolenia na Węgrzech, żaden zagraniczny zaciąg, żaden przypadek czy szczęście. Węgrzy od dawna jeździli na IO w większej liczbie i dzięki systematycznemu rozwojowi tej dyscypliny doczekali się wreszcie medalistów.

Pawło
Posty: 638
Rejestracja: 22 cze 2017, 11:04

Re: Z kim do Pekinu?

Post autor: Pawło » 02 mar 2018, 9:37

Krolowa Sniegu pisze:
02 mar 2018, 8:13
Pawło pisze:
02 mar 2018, 7:53
Krolowa Sniegu pisze:
01 mar 2018, 18:13


A niby dlaczego nie mamy żadnych szans w biegach skoro takie Amerykanki teraz sięgają po medale, a w 2015 roku miały ekipę na naszym poziomie? A wcale nie wkładają więcej kasy w biegi niż my.
Co Ty z tą Ameryką :)
Czyli pływanie, kosz i wodna też nasze, bo Amerykanie pokazują, że można? :) Czemu porównujesz sportowe mocarstwo do Polski?
Równie dobrze można porównywać Armenię...do Polski
Akurat to porównanie przywołuje i Kowalczyk i dziennikarze. Zaczynali z gorszego pułapu niż my, finanse mają podobne i im się udało. Zresztą w Korei szef ich związku pytał naszego dziennikarza jaki mamy budżet, bo są podobne. W pływanie, kosz itd. zdecydowanie więcej wkładają.
porównanie rozumiem
tylko oba kraje są na innym poziomie wykorzystania potencjałów, trenerki. No i warunki, szczególnie mając Kanadę obok.
Oni mają dziś lepszą szermierkę, siatkówkę, pewnie patrząc na obie płcie nożną, judo itp itp. a historycznie różnie to bywało.
Co z tego, że my też mamy potencjał...na papierze. Ty wolisz porównania teoretyczne, ja wolę wnioski praktyczne, obserwacje tego co JEST, a nie co było lub mogło by być, gdyby...;p

marti
Posty: 573
Rejestracja: 27 lut 2017, 12:25

Re: Z kim do Pekinu?

Post autor: marti » 02 mar 2018, 12:05

Col_Frost pisze:
02 mar 2018, 8:48
marti pisze:
01 mar 2018, 23:20
Też nie jestem jakimś wielkim ekspertem w dziedzinie short- tracku, ale nie jest przypadkiem tak, że Węgrzy do roli potęgi w męskim short- tracku urośli po pojawieniu się tych dwóch braci z wyrażnie azjatyckimi korzeniami? Bez nich ten kraj owszem się liczył, zarówno wśród kobiet i mężczyzn, ale tylko na poziomie europejskim. Trafili los na loterii i bez braci Liu mogliby pomarzyć o tym złocie w sztafecie, chociaż nie wiem ile by inwestowali w ten sport. Przykład dla mnie kiepski. Bardziej można już Włochy przywołać- od lat europejski potentat w short- tracku w obydwu płciach z wyskokami medalowymi także na światowych imprezach. W ostatnich kilkunastu latach trafili dodatkowo na wielką indywidualność- Fontanę i dzięki temu sporo medali uszczknęli w tej dyscyplinie na ostatnich kilku igrzyskach, ale widać, że to jest wszystko wypracowane i nieprzypadkowe, tak, jak w przypadku Węgier.
Przykład Węgier akurat jak najbardziej trafny. Bracia Liu to nie jest zagraniczny zaciąg. To są pół-krwi Węgrzy (matka jest Węgierką, ojciec Chińczykiem), urodzeni na Węgrzech (w Budapeszcie bodajże), tam wychowani i wyszkoleni. Oni nawet wyglądem niespecjalnie Azjatów przypominają (chociaż pewne elementy azjatyckiej urody są u nich widoczne). Mógłby ktoś ewentualnie stwierdzić, że są predysponowani do tej dyscypliny genetycznie, ale ja osobiście mam wątpliwości czy Azjaci mają jakąś przewagę nad innymi. Jasne, z początku dominowali w tej specjalności Koreańczycy, potem doszedł im poważny konkurent Chińczycy, ale teraz medale Europejczyków i Amerykanów nie są niczym niezwykłym. W każdym razie obaj Liu to efekt szkolenia na Węgrzech, żaden zagraniczny zaciąg, żaden przypadek czy szczęście. Węgrzy od dawna jeździli na IO w większej liczbie i dzięki systematycznemu rozwojowi tej dyscypliny doczekali się wreszcie medalistów.
Dodałbym Kanadę, jako jedną z kolebek współczesnego short- tracku. Moim zdaniem Azjaci mają jednak większe predyspozycje do uprawiania tego sportu, niż pozostała część świata, tak jak np., zapaśnicy z Kaukazu swoją budową ciała bardziej się do niego nadają, niż inni. Owszem, nie jest to warunkiem sukcesu i można nadrobić te braki np., świetnym wyszkoleniem w Kanadzie, czy w Holandii ale jak dotąd walkę z Azją potrafią podejmować głównie rodzynki z Europy (Christie, Fontana, od czasu do czasu ktoś z Rosji, chociaż notabene do złotych medali w Soczi potrzebowali koreańskiego zaciągu w postaci Ahna... Ostatnio Holendrzy się na poważnie wzięli za ten sport i efekty już mają świetne, ale do koreańskiej potęgi jeszcze im sporo brakuje). Nie jest też przypadkiem, że Węgrzy z silnego europejskiego gracza do czołówki światowej dołączyli dopiero za sprawą dwóch braci mających wschodnie korzenie. I nie ma to znaczenia, gdzie trenują. Tamtejsi trenerzy trafili najwyrażniej na odpowiedni materiał i dopiero na nim bazując potrafili coś ugrać w świecie. Tak samo, jaki kiedyś Wierietielny trafił na odpowiedni materiał u Kowalczyk i odniósł z nią wielkie sukcesy. W jednym, jak i drugim przypadku potrzebne było jednak szczęście, żeby takie jednostki znaleść. Jasne, że Węgrzy ogólny poziom short- tracku mają u siebie wyższy, niż my w biegach narciarskich, ale ze stricte rdzennymi zawodnikami jakoś nie potrafili nic ugrać na żadnych wcześniejszych igrzyskach.

Col_Frost
Posty: 535
Rejestracja: 13 sty 2017, 13:58

Re: Z kim do Pekinu?

Post autor: Col_Frost » 02 mar 2018, 12:22

marti pisze:
02 mar 2018, 12:05
Col_Frost pisze:
02 mar 2018, 8:48
marti pisze:
01 mar 2018, 23:20
Też nie jestem jakimś wielkim ekspertem w dziedzinie short- tracku, ale nie jest przypadkiem tak, że Węgrzy do roli potęgi w męskim short- tracku urośli po pojawieniu się tych dwóch braci z wyrażnie azjatyckimi korzeniami? Bez nich ten kraj owszem się liczył, zarówno wśród kobiet i mężczyzn, ale tylko na poziomie europejskim. Trafili los na loterii i bez braci Liu mogliby pomarzyć o tym złocie w sztafecie, chociaż nie wiem ile by inwestowali w ten sport. Przykład dla mnie kiepski. Bardziej można już Włochy przywołać- od lat europejski potentat w short- tracku w obydwu płciach z wyskokami medalowymi także na światowych imprezach. W ostatnich kilkunastu latach trafili dodatkowo na wielką indywidualność- Fontanę i dzięki temu sporo medali uszczknęli w tej dyscyplinie na ostatnich kilku igrzyskach, ale widać, że to jest wszystko wypracowane i nieprzypadkowe, tak, jak w przypadku Węgier.
Przykład Węgier akurat jak najbardziej trafny. Bracia Liu to nie jest zagraniczny zaciąg. To są pół-krwi Węgrzy (matka jest Węgierką, ojciec Chińczykiem), urodzeni na Węgrzech (w Budapeszcie bodajże), tam wychowani i wyszkoleni. Oni nawet wyglądem niespecjalnie Azjatów przypominają (chociaż pewne elementy azjatyckiej urody są u nich widoczne). Mógłby ktoś ewentualnie stwierdzić, że są predysponowani do tej dyscypliny genetycznie, ale ja osobiście mam wątpliwości czy Azjaci mają jakąś przewagę nad innymi. Jasne, z początku dominowali w tej specjalności Koreańczycy, potem doszedł im poważny konkurent Chińczycy, ale teraz medale Europejczyków i Amerykanów nie są niczym niezwykłym. W każdym razie obaj Liu to efekt szkolenia na Węgrzech, żaden zagraniczny zaciąg, żaden przypadek czy szczęście. Węgrzy od dawna jeździli na IO w większej liczbie i dzięki systematycznemu rozwojowi tej dyscypliny doczekali się wreszcie medalistów.
Dodałbym Kanadę, jako jedną z kolebek współczesnego short- tracku. Moim zdaniem Azjaci mają jednak większe predyspozycje do uprawiania tego sportu, niż pozostała część świata, tak jak np., zapaśnicy z Kaukazu swoją budową ciała bardziej się do niego nadają, niż inni. Owszem, nie jest to warunkiem sukcesu i można nadrobić te braki np., świetnym wyszkoleniem w Kanadzie, czy w Holandii ale jak dotąd walkę z Azją potrafią podejmować głównie rodzynki z Europy (Christie, Fontana, od czasu do czasu ktoś z Rosji, chociaż notabene do złotych medali w Soczi potrzebowali koreańskiego zaciągu w postaci Ahna... Ostatnio Holendrzy się na poważnie wzięli za ten sport i efekty już mają świetne, ale do koreańskiej potęgi jeszcze im sporo brakuje). Nie jest też przypadkiem, że Węgrzy z silnego europejskiego gracza do czołówki światowej dołączyli dopiero za sprawą dwóch braci mających wschodnie korzenie. I nie ma to znaczenia, gdzie trenują. Tamtejsi trenerzy trafili najwyrażniej na odpowiedni materiał i dopiero na nim bazując potrafili coś ugrać w świecie. Tak samo, jaki kiedyś Wierietielny trafił na odpowiedni materiał u Kowalczyk i odniósł z nią wielkie sukcesy. W jednym, jak i drugim przypadku potrzebne było jednak szczęście, żeby takie jednostki znaleść. Jasne, że Węgrzy ogólny poziom short- tracku mają u siebie wyższy, niż my w biegach narciarskich, ale ze stricte rdzennymi zawodnikami jakoś nie potrafili nic ugrać na żadnych wcześniejszych igrzyskach.
Przez "Amerykanów" miałem na myśli mieszkańców całego kontynentu, a nie tylko reprezentantów USA. Wiadomo, że Kanada mocniejsza ;)

Co do Węgrów - medali nie mieli, ale trudno ich było do ogórków zaliczać. W olimpijskich finałach potrafili jeździć Huszar czy Knoch. Sztafeta kobiet (bez jakichś sióstr Liu) trzeci raz z rzędu startowała na IO. A sami bracia Liu medale zdobyli nie indywidualnie, a w sztafecie, więc porównywać ich z Victorem Ahnem to chyba też lekka przesada ;)

Pawło
Posty: 638
Rejestracja: 22 cze 2017, 11:04

Re: Z kim do Pekinu?

Post autor: Pawło » 02 mar 2018, 12:48

marti pisze:
02 mar 2018, 12:05
Col_Frost pisze:
02 mar 2018, 8:48
marti pisze:
01 mar 2018, 23:20
Też nie jestem jakimś wielkim ekspertem w dziedzinie short- tracku, ale nie jest przypadkiem tak, że Węgrzy do roli potęgi w męskim short- tracku urośli po pojawieniu się tych dwóch braci z wyrażnie azjatyckimi korzeniami? Bez nich ten kraj owszem się liczył, zarówno wśród kobiet i mężczyzn, ale tylko na poziomie europejskim. Trafili los na loterii i bez braci Liu mogliby pomarzyć o tym złocie w sztafecie, chociaż nie wiem ile by inwestowali w ten sport. Przykład dla mnie kiepski. Bardziej można już Włochy przywołać- od lat europejski potentat w short- tracku w obydwu płciach z wyskokami medalowymi także na światowych imprezach. W ostatnich kilkunastu latach trafili dodatkowo na wielką indywidualność- Fontanę i dzięki temu sporo medali uszczknęli w tej dyscyplinie na ostatnich kilku igrzyskach, ale widać, że to jest wszystko wypracowane i nieprzypadkowe, tak, jak w przypadku Węgier.
Przykład Węgier akurat jak najbardziej trafny. Bracia Liu to nie jest zagraniczny zaciąg. To są pół-krwi Węgrzy (matka jest Węgierką, ojciec Chińczykiem), urodzeni na Węgrzech (w Budapeszcie bodajże), tam wychowani i wyszkoleni. Oni nawet wyglądem niespecjalnie Azjatów przypominają (chociaż pewne elementy azjatyckiej urody są u nich widoczne). Mógłby ktoś ewentualnie stwierdzić, że są predysponowani do tej dyscypliny genetycznie, ale ja osobiście mam wątpliwości czy Azjaci mają jakąś przewagę nad innymi. Jasne, z początku dominowali w tej specjalności Koreańczycy, potem doszedł im poważny konkurent Chińczycy, ale teraz medale Europejczyków i Amerykanów nie są niczym niezwykłym. W każdym razie obaj Liu to efekt szkolenia na Węgrzech, żaden zagraniczny zaciąg, żaden przypadek czy szczęście. Węgrzy od dawna jeździli na IO w większej liczbie i dzięki systematycznemu rozwojowi tej dyscypliny doczekali się wreszcie medalistów.
Dodałbym Kanadę, jako jedną z kolebek współczesnego short- tracku. Moim zdaniem Azjaci mają jednak większe predyspozycje do uprawiania tego sportu, niż pozostała część świata, tak jak np., zapaśnicy z Kaukazu swoją budową ciała bardziej się do niego nadają, niż inni. Owszem, nie jest to warunkiem sukcesu i można nadrobić te braki np., świetnym wyszkoleniem w Kanadzie, czy w Holandii ale jak dotąd walkę z Azją potrafią podejmować głównie rodzynki z Europy (Christie, Fontana, od czasu do czasu ktoś z Rosji, chociaż notabene do złotych medali w Soczi potrzebowali koreańskiego zaciągu w postaci Ahna... Ostatnio Holendrzy się na poważnie wzięli za ten sport i efekty już mają świetne, ale do koreańskiej potęgi jeszcze im sporo brakuje). Nie jest też przypadkiem, że Węgrzy z silnego europejskiego gracza do czołówki światowej dołączyli dopiero za sprawą dwóch braci mających wschodnie korzenie. I nie ma to znaczenia, gdzie trenują. Tamtejsi trenerzy trafili najwyrażniej na odpowiedni materiał i dopiero na nim bazując potrafili coś ugrać w świecie. Tak samo, jaki kiedyś Wierietielny trafił na odpowiedni materiał u Kowalczyk i odniósł z nią wielkie sukcesy. W jednym, jak i drugim przypadku potrzebne było jednak szczęście, żeby takie jednostki znaleść. Jasne, że Węgrzy ogólny poziom short- tracku mają u siebie wyższy, niż my w biegach narciarskich, ale ze stricte rdzennymi zawodnikami jakoś nie potrafili nic ugrać na żadnych wcześniejszych igrzyskach.
no zapasami to jak z jajkiem i kurą w sensie co było pierwsze
może po prostu zapasy w tym regionie są najsilniejsze, powszechne i tak nam się wydaje, że oni mają predyspozycje, jak Koreańczycy do łuków, a Serbowie do sportów zespołowych. Imho tak nie jest, kwestia powszechności i treningu, wytrenowania. I my potrafimy i Mongołowie, a pewnie jakby w krajach Ameryki Środkowej czy niektórych afrykańskich uruchomić zapasy na skalę Kaukazu (fikcja) wynik byłby taki sam.

Co do short-tracku - Włoszka, Holendrzy, Brytyjka - udowadniają trochę moją tezę. Gruzin jest obecnie topowym sumitą choć jasne, w Japonii jest ich najwięcej i Azja ma przewagę, ale nie przez predyspozycje.

500m wygrał Norweg :)

Awatar użytkownika
Vojthas
Posty: 492
Rejestracja: 02 lut 2017, 20:08

Re: Z kim do Pekinu?

Post autor: Vojthas » 02 mar 2018, 13:15

Akurat bracia Liu dużo trenowali w Chinach, ale wrócili na Węgry, bo czują się Węgrami. Ale tradycje węgierskie sięgają oczywiście dużo dalej - przy wejściu do lasku miejskiego (Városliget - zaraz obok Placu Bohaterów kończącego najbardziej reprezentacyjną Aleję Andrássyego) jest staw, który zimą zamienia się w lodowisko, a przy nim tablice z listą przedwojennych mistrzów kraju w łyżwiarstwie szybkim i figurowym.

Awatar użytkownika
Ukassiu
Posty: 1321
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:01
Lokalizacja: Mielec

Re: Z kim do Pekinu?

Post autor: Ukassiu » 12 mar 2018, 11:56

Żuk,Bosiek,Kwiatkowski. Troche optymistyczniej się zrobiło. Skoczlowie też powinni być mocni za 4 lata. Może nie będzie tak źle?
🇵🇱🇵🇱🇵🇱

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość